Beata Śniechowska i Maciej Koła na Wrocławskim Forum Kobiet. Rozmowa o sukcesie, który nie zaczyna się od nagród.

Rozmowa Macieja Koły z Beatą Śniechowską podczas Wrocławskiego Forum Kobiet 2026 odbyła się tuż po zdobyciu przez restaurację BABA pierwszej wrocławskiej gwiazdki Michelin. Beata opowiadała o drodze do sukcesu, pracy z zespołem, błędach, przywództwie i łączeniu życia zawodowego z prywatnym. Podkreślała, że najważniejsze są własna tożsamość, rzemiosło i ludzie, a nagrody są efektem konsekwentnej pracy, a nie jej głównym celem.

Beata Śniechowska i Maciej Koła na Wrocławskim Forum Kobiet. Rozmowa o sukcesie, który nie zaczyna się od nagród.
Spis treści
Heading 2

Niektóre punkty programu układa się z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Inne nabierają znaczenia dopiero wtedy, gdy wydarzenia zaczynają dopisywać do nich własny scenariusz. Tak było z rozmową Macieja Koły i Beaty Śniechowskiej podczas Wrocławskiego Forum Kobiet 2026.

Zaproszenie Macieja Koły do udziału w wydarzeniu było pomysłem organizatorów Forum. Od początku było wiadomo, że jego znajomość gastronomii, doświadczenie w pracy z restauratorami i umiejętność prowadzenia rozmów mogą wnieść do programu perspektywę inną niż klasyczne wystąpienie biznesowe. To właśnie Maciej zaproponował, aby jego rozmówczynią została Beata Śniechowska, właścicielka restauracji BABA i Młoda Polska, zwyciężczyni drugiej edycji programu „MasterChef” oraz doktor inżynier Politechniki Wrocławskiej.

Zaproszenie zostało przyjęte. Dopiero później pojawiła się informacja, która całkowicie zmieniła kontekst planowanego spotkania. Restauracja BABA otrzymała gwiazdkę Michelin. Wrocław doczekał się pierwszego takiego wyróżnienia, a Beata Śniechowska została pierwszą Polką, której restauracja zdobyła gwiazdkę.

Gdyby nie pomysł Macieja Koły, Beaty Śniechowskiej prawdopodobnie nie byłoby tego dnia na scenie Forum. Gdyby wiadomość o wyróżnieniu pojawiła się wcześniej, spotkanie mogłoby przyjąć zupełnie inną formę. Tymczasem publiczność otrzymała możliwość wysłuchania jednej z pierwszych tak osobistych rozmów z Beatą po krakowskiej gali Michelin.

Od zaproszenia do gwiazdki

Maciej Koła rozpoczął spotkanie od przypomnienia rozmowy z Markiem Pasztetnikiem, prezesem Zachodniej Izby Gospodarczej. Dzień po gali przewodnika Michelin prezes zadzwonił do niego z informacją, że podczas Forum na scenie pojawi się prawdziwa gwiazda.

Odpowiedź Macieja dobrze ustawiła całą rozmowę. Powiedział, że Beata Śniechowska była gwiazdą polskiej gastronomii już wcześniej, a od momentu zdobycia wyróżnienia stała się jej legendą.

Był to mocny początek, ale prowadzący nie zatrzymał się na gratulacjach. Gwiazdka Michelin była ważnym punktem wyjścia, nie głównym tematem całego spotkania. Maciej Koła zna restauracje Beaty, wielokrotnie w nich jadł i dobrze rozumie realia branży. Dzięki temu mógł pytać nie tylko o moment ogłoszenia nagrody, lecz także o wcześniejsze decyzje, sposób pracy, relacje z zespołem i codzienność właścicielki restauracji.

Sama Beata Śniechowska już na początku przyznała, że nie przygotowała się do wywiadu i stosunkowo rzadko ich udziela. Zależało jej jednak na szczerej rozmowie, bez gotowych odpowiedzi i wygładzonych komunikatów.

Sposób prowadzenia spotkania przez Macieja stworzył jej do tego przestrzeń. Rozmowa była swobodna, momentami bardzo osobista, ale jednocześnie nie traciła kierunku. Prowadzący wracał do najważniejszych tematów, rozwijał wypowiedzi swojej rozmówczyni i pozwalał jej mówić własnym językiem.

Gala, której przebiegu nie dało się przewidzieć

Beata Śniechowska opowiedziała o emocjach towarzyszących jej podczas gali Michelin w Krakowie. Mechanizm ogłaszania wyróżnień sprawiał, że wraz z kolejnymi kategoriami rosło przekonanie, że BABA otrzyma gwiazdkę.

Kiedy restauracja nie została wyczytana ani wśród rekomendacji, ani w kategorii Bib Gourmand, Beata napisała do syna wiadomość: „Marcelu, jest gwiazdka”.

Chwilę później pojawiło się jednak zamieszanie. Prowadzący poinformowali, że jedna restauracja nie została wcześniej wymieniona. Beata zdążyła więc wysłać kolejną wiadomość, że być może jednak nie chodzi o gwiazdkę.

Zaproszono ją na środek sceny. Za jej plecami symbol Bib Gourmand zmienił się w gwiazdkę, ale przez kilka chwil nie była w stanie zrozumieć, co dokładnie się wydarzyło. Jak sama mówiła, jej percepcja nie zarejestrowała całej sytuacji.

Ten moment był zwieńczeniem wieloletniej pracy, ale nie zmienił sposobu, w jaki Beata opowiada o swojej restauracji.

BABA nie powstawała z myślą o przewodniku. Kiedy rozpoczynały się prace nad lokalem, Wrocław nie był jeszcze objęty jego zasięgiem. Nie było więc strategii podporządkowanej gwiazdce, testowania rozwiązań pod wymagania inspektorów ani budowania restauracji jako projektu konkursowego.

Najważniejsza była własna tożsamość.

Nagroda nie może być jedynym celem

Beata nie ukrywała, że gwiazdka Michelin była jej marzeniem. Jak mówiła, większość szefów kuchni, nawet jeżeli nie przyznaje tego publicznie, myśli o takim wyróżnieniu.

Jednocześnie wyraźnie oddzieliła marzenie od codziennego celu pracy.

Nie wstaje rano po to, aby zdobywać nagrody. Nie tworzy menu z myślą o kolejnych wyróżnieniach. Chciała zbudować miejsce piękne, komfortowe, autorskie i pełne znaczeń. Takie, w którym jedzenie pozostaje najważniejsze, ale równie istotne są ludzie, sposób obsługi, wystrój, muzyka, sztuka i energia zespołu.

BABA nie próbuje trafiać do każdego. Czasem polaryzuje. Dla jednej osoby będzie za głośna, dla innej za intensywna wizualnie. Jedno danie może wydać się komuś zbyt gorzkie, inne zbyt odważne.

Zdaniem Beaty jest to naturalna konsekwencja tworzenia miejsca o wyrazistym charakterze. Autorska restauracja, podobnie jak sztuka, nie musi podobać się wszystkim.

Ta myśl wykracza daleko poza gastronomię. W biznesie łatwo podporządkować kolejne decyzje zewnętrznym miernikom: nagrodom, rankingom, reakcjom rynku, opiniom ekspertów czy oczekiwaniom branży. Sukces Baby pokazuje, że uznanie może przyjść jako efekt konsekwencji, a nie jako rezultat bezpośredniego dążenia do wyróżnienia.

Intuicja i techniczne myślenie

Beata Śniechowska łączy dwie pozornie odległe strony swojej osobowości. Z jednej jest umysłem ścisłym, wykształconym na Politechnice Wrocławskiej. Z drugiej kieruje się intuicją, wrażliwością i poczuciem estetyki.

W gastronomii obie te cechy są potrzebne.

Restauracja jest przestrzenią twórczą, ale jednocześnie działa według bardzo konkretnych zasad. Gość może przyjść po emocję, smak i doświadczenie, jednak przystawka musi znaleźć się na stole w odpowiednim czasie. Za kreatywnym daniem stoją procesy, dostawy, koszty, organizacja pracy, receptury i odpowiedzialność za zespół.

Podobnie wygląda jej podejście do ludzi. Podczas rekrutacji nie koncentruje się wyłącznie na gotowych kompetencjach. Zwraca uwagę na energię, ciekawość, zaangażowanie i naturalne predyspozycje.

Czasem już podczas pierwszej rozmowy wie, czy chce z kimś pracować. Dostrzega brak doświadczenia, ale jednocześnie widzi potencjał, który można rozwijać. Nie próbuje na siłę prowadzić człowieka w stronę, do której nie ma predyspozycji. Woli rozpoznać talent i stworzyć warunki, w których będzie mógł się ujawnić.

Nie nazywa siebie naturalną liderką. Mówi raczej, że została liderką, ponieważ wymagało tego prowadzenie restauracji. Jej przywództwo nie polega jednak na kontrolowaniu każdego ruchu zespołu.

Opiera się na świadomym dobieraniu ludzi oraz na przyznaniu, że nie trzeba wiedzieć wszystkiego.

„Moją siłą jest to, że wiem, że dużo nie wiem” – mówiła podczas Forum.

Dlatego otacza się osobami, które mają kompetencje, których jej samej brakuje, a jednocześnie podzielają podobną wrażliwość, estetykę i sposób patrzenia na świat.

Sukces jest pracą całego zespołu

Rozmowa o gwiazdce mogła łatwo zamienić się w historię jednej osoby. Beata konsekwentnie wracała jednak do zespołu.

Podkreślała, że bez ludzi pracujących w Babie jej pomysły pozostałyby pomysłami. Może tworzyć menu, wymyślać kolejne dania i określać kierunek, ale dopiero codzienna praca kuchni, serwisu i całego zaplecza pozwala utrzymać jakość.

Na zakończenie rozmowy Maciej zapytał ją, czy jest z siebie dumna.

Beata odpowiedziała, że tak. Lubi siebie i jest dumna z tego, co osiągnęła. Nie chciała umniejszać własnej roli ani przepraszać za sukces. Zaraz potem dodała jednak, że za Babą stoi cały zespół.

Ta odpowiedź dobrze pokazuje dojrzałe rozumienie przywództwa. Lider nie musi udawać, że sukces wydarzył się bez jego udziału. Powinien jednak wiedzieć, że sam nie jest w stanie utrzymać organizacji, wdrożyć każdego pomysłu i kontrolować wszystkich procesów.

Równe szanse zamiast prostego podziału

Podczas rozmowy pojawił się temat niewielkiego udziału kobiet w gronie osób wyróżnianych przez przewodnik Michelin.

Beata ostrożnie podeszła do przywołanych statystyk. Jako osoba o technicznym sposobie myślenia zwróciła uwagę, że do pełnej oceny sytuacji potrzebne byłyby szersze dane dotyczące udziału kobiet w całej branży.

Nie uciekała jednak od istoty problemu. Gastronomię określiła jako środowisko brutalne, nie tylko męskie. To branża oparta na pracy wieczorami, w weekendy i święta. Dzień potrafi rozpoczynać się rano i kończyć długo po północy. Takie warunki są obciążające dla każdej osoby, która chce jednocześnie prowadzić życie rodzinne.

W Babie kobiety stanowią około 35–40 procent zespołu. Dla Beaty podstawą pozostają kompetencje, równy dostęp i równe szanse. Nie chce budować zespołu na konflikcie płci ani na przekonaniu, że kobiety i mężczyźni muszą funkcjonować w oddzielnych światach.

Mówiła o wartości środowisk mieszanych, w których ludzie uczą się od siebie i wnoszą różne doświadczenia. Jej zdaniem zmieniają się także oczekiwania wobec życia zawodowego i rodzinnego. Nie każda kobieta chce mieć dzieci, podobnie jak nie każdy mężczyzna stawia pracę na pierwszym miejscu.

Najważniejsze pozostaje prawo do podejmowania własnych decyzji.

Środowisko, które pozwala się pomylić

Jednym z najbardziej osobistych wątków rozmowy była historia młodej Beaty, która w wieku 17 czy 18 lat powiedziała rodzicom, że chce zostać kucharką i kształcić się w tym kierunku.

Nie otrzymała wsparcia. Gastronomia nie była wówczas postrzegana jako zawód dający perspektywy ani prestiż. Beata nie chce dziś obwiniać rodziców ani rozstrzygać, czy kierował nimi lęk, troska czy brak wiary w tę ścieżkę.

Z tamtego doświadczenia wyciągnęła jednak konkretny wniosek.

Młody człowiek potrzebuje środowiska, które pozwoli mu próbować, popełniać błędy i zmieniać zdanie. Nie chodzi o bezkrytyczne popieranie każdego pomysłu, lecz o stworzenie bezpiecznej przestrzeni do sprawdzenia własnych możliwości.

Tak chce wychowywać swojego syna. Jeżeli będzie chciał budować latające samochody, zostać kucharzem, dekarzem albo zajmować się produkcją butów, zamierza pomóc mu zobaczyć, jak naprawdę wygląda taka praca.

Pozwoli mu również zrezygnować, jeżeli okaże się, że wybrana droga nie jest dla niego.

Podobna zasada działa w biznesie. Pierwszą restaurację, Młodą Polskę, Beata otwierała z ogromną energią, ale bez pełnej wiedzy o prowadzeniu lokalu. Popełniła wiele błędów. Przy tworzeniu Baby była już ostrożniejsza, bardziej świadoma i otoczona fachowcami.

Nie żałuje jednak wcześniejszych potknięć.

Błędy są nauką, a doświadczenia nie da się zastąpić teorią.

Perfekcja, która prowadzi do wyczerpania

Praca szefowej kuchni, właścicielki dwóch restauracji i matki wymaga ciągłego ustalania priorytetów. Beata otwarcie mówiła, że przez długi czas próbowała być jednocześnie idealną mamą i idealną szefową kuchni.

Z czasem zrozumiała, że nie da się utrzymać takiego modelu.

Dziś nie rozlicza relacji z synem wyłącznie liczbą godzin. Czasem ma dla niego półtorej godziny, ale stara się wtedy być uważna i w pełni obecna. Innym razem jest tak zmęczona, że rezygnuje ze wspólnych planów i idzie spać.

Nie uważa tego za porażkę.

Chce, aby jej syn widział, że zmęczony człowiek może odpocząć, zamiast realizować wszystkie obowiązki kosztem własnego zdrowia. Nie chodzi o zaniedbywanie relacji, lecz o odejście od przekonania, że dobra matka, pracownica czy liderka zawsze musi dawać z siebie maksimum.

Ten wątek dobrze wpisywał się w tematykę Wrocławskiego Forum Kobiet. Wiele kobiet nadal mierzy własną wartość zdolnością do jednoczesnego spełniania wszystkich oczekiwań. Beata mówiła o tym bez tworzenia kolejnej recepty na idealny balans.

Balans w jej wydaniu nie jest równym podziałem czasu. Jest zgodą na to, że w różnych momentach życia niektóre obszary wymagają większej uwagi, a inne muszą na chwilę poczekać.

Luksus to rzemiosło

Jednym z ważnych tematów rozmowy był również styl Baby. Restauracja zwraca uwagę wystrojem, muzyką, sztuką, zastawą i sposobem podawania dań. Wszystkie elementy składają się na spójną całość.

Beata podkreślała jednak, że nie stworzyła tego miejsca sama. Zaprosiła do pracy ludzi, którzy mieli wiedzę, wyczucie i podobną wrażliwość.

Dla niej luksus nie oznacza złota, rozbudowanych dekoracji ani ostentacyjnego pokazywania ceny. Luksusem są wiedza, umiejętność i rzemiosło.

Przykładem są charakterystyczne pierożki Baby, przygotowywane z ciasta na bazie 35 żółtek i kilograma odpowiednio dobranej mąki. Sam przepis wydaje się prosty. Efekt zależy jednak od sposobu wyrabiania, czasu odpoczynku, zachowania glutenu i codziennego doświadczenia zespołu.

Dobry materiał nie wystarczy. Trzeba jeszcze wiedzieć, jak z nim pracować.

To zdanie można odnieść także do biznesu. Narzędzia, budżet czy atrakcyjny pomysł nie gwarantują powodzenia. O jakości decydują proces, konsekwencja i kompetencje ludzi, którzy wykonują pracę każdego dnia.

Rozmowa, której nie dało się zaplanować

Spotkanie Beaty Śniechowskiej z Maciejem stało się jednym z najmocniejszych punktów Wrocławskiego Forum Kobiet 2026.

Najpierw pojawił się pomysł zaproszenia Macieja. Następnie jego propozycja, aby rozmówczynią została Beata. Dopiero później gruchnęła wiadomość o pierwszej gwiazdce Michelin dla Wrocławia.

Maciej Koła wykorzystał ten moment, ale nie pozwolił, aby rozmowa ograniczyła się do sukcesu i gratulacji. Pytał o rzeczy, które stoją za wyróżnieniem: lata pracy, błędy, ludzi, odwagę, zmęczenie, własną tożsamość i umiejętność podejmowania decyzji wbrew oczekiwaniom.

Poprowadził spotkanie z wiedzą o gastronomii, ale również z uważnością na człowieka. Dzięki temu Beata mogła opowiedzieć o sobie bez wchodzenia w rolę bohaterki idealnej historii o sukcesie.

Gwiazdka Michelin była ważna. Jeszcze ważniejsze okazało się jednak to, co prowadzi do podobnych osiągnięć i co dzieje się dzień później, kiedy trzeba wrócić do restauracji, zespołu, dostaw, gości i kolejnego serwisu.

Sukces Baby nie rozpoczął się od nagrody. Zaczął się od potrzeby stworzenia miejsca z własną tożsamością, od zgody na błędy, od pracy z ludźmi i od przekonania, że można robić rzeczy po swojemu.

A rozmowa na Forum zaczęła się od dobrego pomysłu. Najpierw organizatorów, aby zaprosić Macieja Kołę. Później samego Macieja, aby na scenie usiadła obok niego Beata Śniechowska.

Sprawdź profil eksperta